Nie poddaję się…

Nie poddaję się…
1 month ago Ewa
In Zapiski wdowy
Nie poddaję się...

Nie jest łatwo wdowie, która nagle straciła wsparcie obu swoich mężczyzn. Syn poszedł na swoje na dwa miesiące przed śmiercią męża.

Ot choćby walka od kilku dni o rzęcha, którego musiałam zaakceptować po koniecznej sprzedaży auta dobrej marki, z którym jeździłam tylko do przeglądów i wymiany klocków hamulcowych.

Rzęch ma problemy z elektryką. Między innymi hahhaha. Ostatnio padł na amen pod sklepem i ani rusz. Litościwy mechanik podjechał, uruchomił mi go z zewnętrznego akumulatora i doradził kontakt z fachowcem od elektryki. Posłuchałam go, ale mimo, że od dwóch dni i nocy ładuję paskudę, ta nie myśli odpalić. Teraz polecono mi ładować na przerwanym obwodzie, a więc z odłączoną klemą od akumulatora. Nie wiem, czy to coś da… Jest duża możliwość, że mechanik będzie musiał podjechać pod mój dom.

To jest bardzo frustrujące. Gdyby nie wsparcie z Nieba, pewnie bym już dawno dała za wygraną i… się załamała…

Zastanawiam się, jak to jest tam, w Niebie… Nie ma żadnych problemów… Póki co, moja wyobraźnia i umysł tego nie ogarniają, ale chciałabym zobaczyć kiedyś, jak się żyje bez żadnych kłód pod nogami.

Comments (0)

Leave a reply

Your email address will not be published.

*