8 lutego o 9.15 zostałam wdową

8 lutego o 9.15 zostałam wdową
February 8, 2021 admin

W ostatnich dniach, kiedy Maćka stan był coraz cięższy, z trudem nie dopuszczałam do siebie myśli o jego śmierci. Tak mocno uczepiłam się wiary w jego uzdrowienie, że nie chciałam przygotowywać się – jak to się mówi – na najgorsze.

Jednak na ułamki, takie myśli mnie dopadały i wówczas byłam pewna, że ​​kiedy do nastąpi, ten cios mnie ‘spetryfikuje’, obezwładni. Czułam się już wtedy tak wyczerpana i fizycznie, i psychicznie, i duchowo, że uważałam, do informacji o odebraniu mi resztki sił. Myślałam, że nie bede się mog ruszyć, mówić, nowe pomysły, a już na pewno nie działa. Myślałam, że zakopię się w łóżku i nie będę z nikim rozmawiać, że zapadnę się w siebie i mnie stamtąd nie wydostaną.

A kiedy nadszedł poniedziałkowy ranek i kiedy rozsyłałam wieści do przyjaciół, że Maciek jeszcze życie, bo w nocy nie było telefonu z OIOMu, telefon zadzwonił. Była godzina 9.20. W słuchawce usłyszałam znajomy głos lubdynatora:

– Pan Maciej właśnie umarł. Jego serce przestało bić o 9.15.

Nie spetryfikowało mnie …

Za to miałam wrażenie, że ogarnia mnie jakaś gąbczasta mgła. Słyszałam swój spokojny głos pytający lekarza, co mam teraz zrobić. Potem obserwowałam, jak rozsyłam wiadomości o śmierci Maćka, jak postanawiam nie mówić o tym córce do południa, bo o 11.00 ewentualny egzamin na studiach. Nie spetryfikowało mnie, ale wkroczyłam w jakąś surrealistyczną rzeczywistość. Działałam, niczym automat.

Pamietam, że kiedy Nela zdawała egzamin, nagle zniknął. Od razu poderwałam się z przeczuciem, że właśnie go wyłączają. Wybiegam przed domem i błagałam, przez nam tego nie robili, bo zamarzniemy, nie będziemy mieć jak gotować, jak studiować i jak pracować …

Poradziłam sobie z prądem na własny sposób. Surrealizm coraz bardziej mnie ogarniał i pozwalam mi przetrwać koszmar.

Potem przyjechał syn i razem pojechaliśmy do szpitala, a potem do USC i na koniec zakładu pogrzebowego załatwiać usługi formalności. A ja miałam wrażenie, że patrzę na z boku. Trzymałam w ten sposób zabójczy ból na dystansach.

Zdanie: “Maciek umarł” było dla mnie niezrozumiałe.

Comments (0)

Leave a reply

Your email address will not be published.

*